czwartek, 20 lutego 2014

Macie pomysł na weekendową wyżerkę?

Jeśli brakuje wam pomysłu, co przekona was, by zjeść obiad w domu, a nie na weekendowych zakupach, zapraszam dzisiaj wieczorem na mojego bloga.

Właśnie kończę "zlifować" nowy przepis, jeden z moich ulubionych, który sprawia, że już robię się głodny.

A do tego, na koniec bonusowa niespodzianka ;)

Zapraszam!


P.S. Chciałem jeszcze złożyć gorące gratulacje Kamilowi B. z okazji narodzin Syna. Jeżeli to czytasz, to jeszcze raz WIELKIE GRATZ!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Smażony kurczak "KFC style" według Men'skiej Kuchni

My Faceci tak mamy, że czasem trzeba wsunąć jakiegoś fast fooda, czyli: kanapka + frytki + napój. Dla mnie od jakichś kilku lat ulubioną kanapką jest Grander z KFC i chociaż uwielbiam wszelkiego rodzaju burgery z wołowiną, to i tak najczęściej w galerii na przekąsce lądowałem w kolejce po wyroby rodem z Kentucky.

Dlatego od jakiegoś czasu pracowałem na odtworzeniem tego, co stanowi serce tej kanapki - soczysty, doprawiony, idealnie zapanierowany i usmażony kawałek kurczaka. Po kilku mniej lub bardziej udanych próbach udało mi się wreszcie odtworzyć coś, co jest według mnie wystarczająco bliskie, aby odroczyć następną wizytę w KFC o kilka miesięcy.

Zapraszam więc na:

Smażonego kurczaka "KFC style" według Men'skiej Kuchni!



Od razu zaznaczam, że na zdjęciach zobaczycie, jak przygotowuję tylko 2 kawałki, ale to dlatego, że tylko tyle mi zostało po eksperymentach prowadzonych dzień wcześniej. Oczywiście, mogłem dokupić trochę mięsa, bo przygotowanie tak małej ilości to marnotrawstwo energii i zrobiłem to tylko dla zdjęć, ale Was zachęcam do przygotowywania większych ilości. 



Składniki:


  • filety z kurczaka (najlepiej ekologicznego)
  • mąka
  • sól
  • pieprz
  • jajko (najlepiej z wolnego wybiegu, tzw. 1, u mnie z hodowli babci mojej Żony)
  • piwo
  • chili
  • mieszanka Tex-Mex (równie dobrze może być do burito lub fajitas) 
  • wędzona papryka






Zamiast wyżej wymienionych przypraw powinna być słynna mieszanka "eleven herbs and spices", ale że jest to tajemnica firmy postanowiłem przyprawić kurczaka w mój ulubiony sposób, czyli w stylu meksykańskim. Według mnie wynik końcowy niewiele różni się od oryginału, ale zawsze możecie użyć swojej ulubionej kombinacji (np. gyros, kebab, shorma - co lubicie).

Zamiast fileta możecie wykorzystać też dowolną inną część kurczaka - skrzydełka, udka, pałki. Ja i moja Żona najbardziej z całego kurczaka lubimy właśnie filety, ale jeżeli macie ochotę na inne części, to pamiętajcie tylko, że najlepiej nadają się kawałki ze skórą! Dzięki temu mięso będzie jeszcze bardziej soczyste!


Zaznaczyć w tym miejscu też muszę, że cała tajemnica idealnie wysmażonych kawałków kurczaka z chrupiącą skórką i miękkim, soczystym mięsem polega na odpowiedniej obróbce termicznej, a mianowicie: najpierw smażenie w głębokim tłuszczu, a potem powolne dopiekanie w piekarniku! Dlatego musicie być też wyposażeni w takie dodatkowe narzędzia, jak: frytownica lub odpowiedni garnek, wystarczająca ilość oleju do smażenia i papier do pieczenia!

Koniec gadania, ostrzymy noże i jazda!

Wykonanie:

Runda 1: tniemy!

Zanim zaczniemy ciąć włączamy piekarnik na 150 stopni, aby się nagrzał, a także podgrzewamy olej (jeżeli macie frytownicę z termostatem, to ja swoją ustawiam na 180 stopni). Musi być go tyle, aby przykryć filet na wysokość, inaczej trzeba będzie go przewracać, co odbiera sens smażenia w głębokim tłuszczu.


Dlaczego smażymy w głębokim tłuszczu, a nie normalnie na patelni? Ponieważ na tym etapie będzie nam zależało na szybkim i równomiernym usmażeniu PANIERKI, a nie samego kurczaka. 

Jeżeli nie dysponujecie tak jak ja frytownicą z termostatem, to musicie pamiętać o utrzymywaniu prawidłowej temperatury oleju! Olej nie może być za zimny - mięso musi ładnie skwierczeć, ale jeżeli doprowadzicie to tzw. dymienia, to olej niestety nadaje się już tylko do wymiany, gdyż wysoka temperatura zniszczyła wszystkie dobre tłuszcze, pozostawiając te niedobre, rakotwórcze!

Nie zapominajcie też o waszej instalacji elektrycznej. Jeżeli korzystacie z elektrycznego piekarnika i frytownicy, może się okazać że Wasza instalacja tego nie wytrzyma i w najlepszym wypadku "wywali" korki, a w najgorszym spowoduje spięcie i zapłon instalacji w ścianie (wiem, bo przekonałem się o tym w starym mieszkaniu ;). W razie czego nagrzejcie piekarnik do wyższej temperatury i wyłączcie grzałkę (nie otwierajcie tylko drzwi), a dopiero potem włączajcie frytownicę).


OK, skoro już nam się tłuszcz grzeje pora zabrać się za cięcie! Kurczaka proponuję pociąć na wystarczająco duże kawałki, aby pozostały lekko w trakcie smażenia, a dopiero doszły w piekarniku. Dzięki temu zostaną miękkie i soczyste.

Ja po prostu przecinam filet na pół. W poprzek. Dzięki temu z każdego fileta mam dwa ładne, prawie prostokątne kąski.




Runda 2: teraz smak


Teraz pora przyprawić naszego kurczaka. Przyprawę tex-mex wysypuję na deseczkę, a następnie wcieram w nią kurczaka. Dzięki temu przyprawa mocniej trzyma się mięsa niż w przypadku zwykłego potrzepania.



Przyprawiamy też teraz naszą panierkę. Do miski wsypujemy mąkę, sól, pieprz, chili i wędzoną paprykę.


I mieszamy!

Runda 3: PANIERKA!


Do drugiej miski wbijamy jajko, a następnie dokładnie mieszamy je widelcem. Teraz najważniejszy składnik: piwo. Nie ważne, czy ciemne, czy jasne, czy pszeniczne. Dajcie takie, jak lubicie. Dodajemy niedużo (50 do 100 ml max), żeby jajko nie było zbyt rozwodnione, ale lepiej mieć piwo w pogotowiu, jakby zabrakło i trzeba było zrobić drugą porcję. Ja w pogotowiu zwykle trzymam trzy ;) Należy tylko pamiętać, by było świeże i dobrze gazowane!




Zamiast piwa można oczywiście użyć dowolnego innego gazowanego płynu (chociaż nie polecałbym niczego słodzonego, np. coli), np. wody gazowanej. Ale to jest Men'ska Kuchnia i tyle w temacie. 


Teraz panierowanie:

Zazwyczaj panieruje się w następujący sposób: mąka, jajko, bułka tarta. Ale z racji tego, że nie mamy tutaj bułki tartej należy zmienić porządek.

Prawidłowa kolejność to: jajko, mąka, jajko, mąka. 



Dzięki temu otrzymamy podwójną grubość panierki, która powinna być sucha z zewnątrz i ładnie trzymać się mięsa!


Runda 4: Ogień!


Teraz przystępujemy do smażenia. Wrzucamy nasze zapanierowane kawałki do gorącego tłuszczu i pozwalamy im się smażyć przez 5 do 6 minut. Możemy wrzucić kilka kawałków na raz - panierka nie ma dużej tendencji do przywierania lub sklejania się, więc nie powinno być problemu by usmażyć 3 filety w dwóch lub trzech turach.

W tym czasie przygotowujemy blachę do pieczenia poprzez rozłożenie na niej papieru do pieczenia.

Wyciągamy je z oleju, pozwalamy, aby nadmiar tłuszczu spłynął, a następnie przekładamy je na blachę.



Zakładam, że będziecie mieli więcej niż jedną turę smażenia, dlatego od razu informuję - kawałki wsadzamy wszystkie na raz! Te które były smażone wcześniej spokojnie dojdą sobie na blasze, nic im się nie dzieje, gdy czekają na resztę, a gdyby je wsadzić wcześniej wyschłyby zanim te ostatnie doszłyby w piecu.


Teraz wkładamy naszą blachę do piekarnika. Czas pieczenia do ok. 8 do 10 minut.

W tym czasie można sobie w gorącym oleju przygotować frytki!

Job well done!



Tak prezentował się mój kurczak po wyciągnięciu z piekarnika, razem z frytkami prosto z oleju. Do tego dorzuciłem kiełki rzodkiewki, które po pierwsze są jedynym zdrowym elementem tego dania, a poza tym mają świetny, pikantny posmak, niwelują w ten sposób dodawania ketchupu!

Mam nadzieję, że wam się spodoba i zainspiruje Was do wypróbowania mojego sposobu na kurczaka!

Smacznego!

czwartek, 6 lutego 2014

Męska Rzecz, czyli czysta perfidia i obraza faceta na MAX

No szlag mnie dzisiaj trafił!


Byłem dzisiaj w naszym pięknym osiedlowym sklepie samoobsługowym, celem nabycia drogą kupna pieczywa i napotkałem przedziwny produkt. Słoiczek. Okładka nawet ładna, treściwa, rzekłbym zachęcająca. 

W środku produkt, którego unikam jak ognia, czyli gotowy wyrób garmażeryjny w słoiku, a konkretnie klopsiki w sosie. Unikam, ponieważ kilka lat temu moja ukochana małżonka poważnie zatruła się takim cudem (wyrób jednego z największych producentów przetworów) i wylądowała na ostrym dyżurze. 

Mimo wszystko przyciągnął mój wzrok wielki napis na etykiecie: "MĘSKA RZECZ" i nie mogłem nie sprawdzić.

No i tytułowy szlag mnie trafił!


Fakt, że nie kupiłem tego cuda, więc nie przytoczę Wam pełnego opisu, a i w Internecie jakoś producent nie chwali się składem, ale mnie poraziło. Nie będę wnikał, co jest w samym sosie, ale jak zobaczyłem skład samych klopsików, to nie mogłem uwierzyć. Otóż produkt niby mięsny składa się w zaledwie +/- 31% procentach z mięsa! I to wcale nie wieprzowiny czy wołowiny, ale mięsa mechanicznie oddzielonego z kurcząt (czyli najgorszego rodzaju maszynowo odzyskanych z resztek!). Na drugim miejscu w składzie znajdują skóry! Zakładam, że producent postępuje zgodnie z wytycznymi UE podaje skład w kolejności zawartości ilościowej od największej do najmniejszej. Potem jest wypełniacz, czyli podajże kasza manna! 

Nie wiem jak wy, ale jeżeli ktoś nazywa to klosikami, to nie chcę wnikać w zawartość innych wyrobów garmażeryjnych.


A nadmienię tylko, że w tej serii są jeszcze wyroby takiej jak gołąbki, sos boloński i jeszcze kilka. 

Nie mam nic przeciwko sprzedaży gotowych produktów, niech każdy ma na swoim sumieniu to, co wkłada do swojego koszyka i co kładzie na stół dla siebie i swojej rodziny.

Ale nie mogę ścierpieć, gdy sprzedaje się niskiej jakości produkt, a strategią marketingową jest wepchnąć go pod szyldem "dla PRAWDZIWYCH mężczyzn"!


Celem tego bloga jest promocja pozytywnych wzorców, postaw i światopoglądów, i nie chcę walczyć z gotowymi wyrobami, czy zniechęcać do producentów takiej żywności. Ale kiedy widzę produkty adresowane wprost do Mężczyzn, spodziewam się dostać produkt dobrze przemyślany, przygotowany, wysokiej jakości i jestem gotów za niego zapłacić godziwą cenę. A tutaj mamy wyrób sugerujący, że Faceci idą na łatwiznę i można im wcisnąć dowolną ciemnotę i chłam, byle wypełnił brzuch i sugerował, że jest to dla "Prawdziwych Facetów".

I dlatego właśnie funkcjonuje Men'ska Kuchnia! Bo Facet szanuje siebie, swoją ciężko wypracowaną sylwetkę, a przede wszystkim swoją rodzinę.


Jeszcze raz podkreślam, że nie chcę Was zniechęcać do tych produktów, to tylko moja opinia, a nie jestem ekspertem żywienia. Moim podstawowym kryterium jest: "czy chciałbym to zjeść"? A jeżeli to przejdzie, to "czy podałbym to mojej żonie, a kiedyś dzieciom"? Wszystko co znajdziecie na moim blogu spełnia oba powyższe kryteria. 

Ja bym tego produktu na swój stół nie podał i tyle. Odnośnie składu - podaję dane z pamięci i nie ręczę za 100% jego dokładności, ale w ciągu kilku godzin nie powinno z mojej głowy wywietrzeć. Nie znajdziecie też nazwy i mojej prywatnej opinii na temat producenta tego wyrobu, bo nie moją sprawą nikogo oceniać. Ani tych co produkują, ani tych co kupują. 

I na tym koniec


Pozdrawiam!

środa, 5 lutego 2014

Domowe Kostki Rosołowe albo Domowy Bulion

Po co nam tzw. kostka rosołowa? Bo to najszybszy sposób, aby przygotować podstawę pod zupę. Można też dodać je wszelkiego rodzaju sosów, aby nadać im dodatkową głębię smaku.

No to w czym problem?

A czy sprawdzaliście kiedyś, co kryje się w tym "cudownym" wynalazku przemysłu spożywczego?

Każdy facet, który wylewa litry poty na siłowni i przerzuca tony żelastwa powinien wiedzieć, co wrzuca potem do swojego wyrzeźbionego organizmu. Mało z tego - każdy facet ma obowiązek upewnić się, że jego partnerka i dzieci jedzą zdrowo i jedzenie wysokiej jakości!

Niestety, ale tzw. kostki rosołowe tych kryteriów nie spełnia. Oto zawartość przeciętnej kostki rosołowej: sól (50% objętości!!!), utwardzany tłuszcz roślinny (ten, który zatyka nam naczynia krwionośne), wzmacniacze smaku (glutaminian sodu i podobne), cukier, tłuszcz zwierzęcy (dopiero teraz i to w ilości nie więcej niż 3% objętości!) i dopiero na koniec rozdrobnione warzywa.

Nie zrozumcie mnie źle - nie mam nic przeciwko skorzystania z kostki raz na jakiś czas (im rzadziej tym lepiej). Ale wiem, że wiele osób robiło tak jak ja kiedyś - kostki stanowiły dla mnie produkt pierwszej potrzeby, który był dodawany do wielu dań.

Dlatego za cel postawiłem sobie znalezienie zdrowej alternatywy. W rezultacie znalazłem program, w którym pewien znany amerykański szef kuchni opowiadał i pokazywał w jaki sposób w jego restauracji przygotowuje się bulion będący podstawą zup i sosów. Nie jestem znaleźć już tego wywiadu w internecie, ale pokażę Wam jak to się robi.

Zapraszam więc Was na

Domowe Kostki Rosołowe albo Domowy Bulion


Różnica między bulionem a kostkami jest taka, że przygotowany w ten sposób bulion można przelać do woreczków na lód i zamrozić. W ten sposób uzyskujemy Domowe Kostki Rosołowe, które spokojnie możemy przechowywać w zamrażalniku przez kilka tygodni.

Ok, koniec gadania, grzejemy piec i jazda!

Składniki

  • trzy ćwiartki z kurczaka, lub dwie ćwiartki i kostny kawałek wołowiny (np. szponder)
  • włoszczyzna (czyli marchewka, pietruszka, por, cebula, kapusta włoska, natka pietruszki, seler)
  • połowa selera naciowego
  • oliwa z oliwek
  • ziele angielskie
  • liść laurowy
  • sól
  • pieprz



W tym miejscu chcę zwrócić uwagę na dobór mięsa. Śmiało możecie użyć dowolnego rodzaju mięsa - drobiu, wołowiny, wieprzowiny, baraniny, jagnięciny, cielęciny, byle mięso miało też kości. W restauracjach robi się po kilka bulionów na różnym mięsie, ale do zastosowań najlepiej sprawdza się według mnie połączenie kurczaka i szpondru wołowego.

Na powyższym zdjęciu widzicie samego kurczaka, ponieważ mój pies miał mieć dietę i wzrosło zapotrzebowanie na gotowany drób.


Wykonanie

Runda 1 - prace manualne

Pierwszą rzeczą, od której proponuję zacząć jest włączenie piekarnika - 2000C - aby się zdążył nagrzać, a także kładziemy patelnię na ogień.

Teraz zabieramy się za mięso - myjemy i dokładnie suszymy. Następnie polewamy mięso odrobiną oliwy z oliwek i nacieramy, aby pokryć je dokładnie, ale jak najmniejszą ilością tłuszczu.


Kładziemy teraz mięso na patelni i pozwalamy się powoli się przyrumienić z obu stron. Nie dodajemy więcej tłuszczu, ponieważ natarliśmy mięso, a nie chcemy wprowadzać za dużo tłuszczu do bulionu.



Jeżeli użyjecie innego rodzaju mięsa pamiętajcie, aby obsmażyć je z każdej strony!


Teraz, gdy mięso sobie miło skwierczy myjemy łodygi selera naciowego, kapustę włoską, pora i natkę pietruszki, a także obieramy marchewkę, pietruszkę, selera i cebulę.

Do brytfanki wlewamy zaledwie kilka kropel oliwy z oliwek i układamy marchewkę, pietruszkę selera, cebulę i łodygi selera naciowego, pocięte na mniejsze kawałki i posypujemy pieprzem.


Gdy mięso będzie już przyrumienione (nie chcemy go też trzymać za długo, tylko dla koloru), układamy je na warzywach i polewamy tłuszczem z patelni.



No to do pieca! Od 25 do 30 minut w zupełności wystarczy.

Runda 2 - gotowanie


Przekładamy nasze warzywa i mięso do garnka. Naszym celem jest delikatna karmelizacja zarówno mięsa jak i warzyw.


Teraz do dużego garnka wkładamy włoską kapustę, pora i natkę pietruszki, dodajemy 2-3 liście laurowe, 5-6 ziaren ziela angielskiego, a następnie przekładamy mięso i warzywa z brytfanki.



W tym miejscu jeszcze jedna uwaga. W najlepszych restauracjach dodaje się na tym etapie tzw. dodatek nabłyszczający, czyli świńską nogę lub inny kawałek mięsa o wysokiej zawartości żelatyny. Znacznie wydłuża to co prawda czas gotowania, ale nadaje piękny połysk zupom i sosom przygotowanym na bazie takiego bulionu.


Całość zalewamy zimną wodą i stawiamy na ogień.


Całość "spokojnie" gotujemy przez minimum godzinę (ale im dłużej tym lepiej, byle go nie przypalić), a następnie odcedzić bulion.


Runda 3 - prawie gotowe

W tym miejscu polecam zostawić bulion na godzinkę, aby ostygł. Dzięki temu na wierzchu utworzy się warstwa zanieczyszczeń i tłuszczu, które można teraz zebrać. 



Jeżeli Wam się śpieszy, można zawsze gorący bulion przecedzić przez czystą gazę - efekt będzie ten sam, a może nawet i lepszy, ale mnie nigdy nie chciało się spróbować ;)


Otrzymaliście w ten sposób wysokiej jakości bulion do wszelkiego rodzaju zastosowań.




Moja porada

Taki bulion można od razu zastosować do zupy lub sosu, ale równie dobrze można część lub całość zamrozić i uzyskać tytułowe Domowe Kostki Rosołowe.


Pamiętać trzeba tylko, że nie są tak wydajne jak sklepowe i aby odczuć różnicę w sosie trzeba dodać min. 5-10 kostek, a do zupy to i spokojnie 2-3 worki pójdą.

Dlatego ja zwykle przygotowuję świeżą porcję pod każdą zupę, zawsze odlewam 2-3 worki do zamrożenia, aby mieć zapas do sosu. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie raz na jakiś czas ugotować osobną porcję, mocno ją zredukować i w całości zamrozić.


W mojej Men'skiej Kuchni często spotkacie się z tymi kostkami, ponieważ są świetną alternatywą w czasie redukcji sosów (gdy zdarza się, że płyn już wyprawował, a sos jeszcze nie gotowy, zamiast wody dodaję kostki).

Jest to jedzenie domowe, nisko-przetworzone i zdrowe, czyli esencja Men'skiej Kuchni.

Smacznego!


Ogłoszenia parafialne: wyniki ankiety

Jak każdy może zobaczyć, ankieta jakiś czas temu dobiegła końca i najwyższa pora ją podsumować.

Zdecydowana większość wypowiedziała się za utrzymaniem "lini Black'a" w tekście, więc ogłaszam:

"LINIE BLACK'A" ZOSTAJĄ!


Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w ankiecie! 

Nie będę ukrywał, że na tym blogu panuje dyktatura, ale każdy kto mnie zna, ten wie, że dyktatura to oświecona i chętnie sugestii słucha.


Zapraszam do zostawia dalszych propozycji!

wtorek, 4 lutego 2014

Imprezowy Węgierski Goulash

Długo zastanawiałem się, co przygotować na sylwestrową imprezę, aby była cały czas dostępna jako ciepła przekąska. A co może być lepszego niż garnek gorącego dania "gulaszopodobnego", którym goście mogą się częstować w zależności od apetytu? Czas więc na:

Imprezowy Węgierski Goulash


Wystarczy garnek i podstawka pod tealighty i całonocne zmartwienie z głowy.


(Swoją drogą mój plan został zmodyfikowany i gulasz został podany jako normalne danie, ale na pewno jeszcze w takiej formie zagości na moim stole imprezowym)



Poświęciłem niezłą chwilę, aby dowiedzieć się u źródła w jaki sposób "prawdziwi" Węgrzy przygotowują autentyczny gulasz i z wielkim zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma czegoś takiego, jak jednolity przepis (np. jak nasze pierogi). Jak się dowiedziałem gulasz jest potrawą sezonową i wykorzystuje się to, co mamy pod ręką - warzywa sezonowe, wieprzowinę, baraninę, jagnięcinę, wołowinę, a czasem nawet mieszanki (w zależności co w domu było świeże). Dlatego poniższy przepis jest mój i stanowi kompilację tradycji i porad przekazywanych zarówno przez zawodowych kucharzy jak i domowe gospodynie z terenów całych Węgier (a także imigrantów). Proszę więc o nie zarzucać mi jakieś bluźnierstwo, a zapraszam do merytorycznej dyskusji (popartej oczywiście źródłami), bo zawsze chętnie się czegoś nowego nauczę.

No to ostrzymy noże, grzejemy patelnie i jazda!

Składniki:

  • wołowina (u mnie 750 g łopatki)
  • 1 do 2 litrów Domowego Bulionu (ew. ekwiwalent w Domowych Kostkach Rosołowych)
  • 3-4 marchewki
  • łodygi selera naciowego (objętościowo tyle samo co marchewki)
  • 2-3 papryki
  • 3 średnie cebule
  • 500g passaty (jak zawsze moja ulubiona Valfrutta)
  • sproszkowana wędzona papryka
  • cały kminek (sporo)
  • sól 
  • pieprz
  • chili




Do tego przepisu używam jednego z moich ulubionych kawałków wołowiny - łopatki. Co prawda średnio nadaje się na steki, ale ze względu na średnią zawartość tłuszczu (co widać po ładnym "marmurkowym" wzorze na mięsie) doskonale nadaje się do mielenia i duszonych potraw. Nie można też zapomnieć o sproszkowanej wędzonej papryce - nie ma jej w sklepach, ale bez problemu można ją dostać na bazarach i targowiskach na stanowiskach z przyprawami. Kosztuje ok. 3 zł za dużą torebkę, a naprawdę warto, bo nie jest ostra, a ma fenomenalny posmak węgierskiej kuchni. Innym ważnym smakiem w tej kuchni jest kminek, którego nie wolno pominąć.


Runda 1 - prace manualne

Czyścimy mięso z błon i nadmiaru tłuszczu, a następnie kroimy w kostkę. Nie polecam kroić za drobno, ponieważ mięso nam błyskawicznie wyschnie w trakcie obsmażania, ani nie za duże, bo ciężko je będzie nabrać łyżeczką.

Marchewkę obieramy, myjemy łodygi selera i kroimy je w drobne plastry. Z papryki ściągamy skórkę (jak to zrobić łatwo i wydajnie będzie w jednym z późniejszych postów poświęconych różnym trikom Men'skiej Kuchni) albo kroimy w baaardzo drobną kostkę, a cebulę obieramy i kroimy w półksiężyce.

Bardzo ostrożnie siekamy też kminek (uwaga! kminek jest twardy i lubi strzelać z pod noża po całej kuchni). Nie musi być bardzo drobno.


Najgorsze za nami!



Runda 2 - c'mon baby light my fire

Porządnie rozgrzewamy patelnie, a najlepiej dwie, a nawet trzy (jeżeli tylko macie tyle) i smażymy. Do smażenia używam oleju rzepakowego (ale jak zawsze powtarzam - jeżeli przeszkadza Wam jego posmak używajcie słonecznikowego). Oczywiście dodajemy odrobinę soli do cebuli.


Smażę w następujący sposób: na jednej marchewkę i selera, na drugiej cebulę (trzeciej nie mam i nie planuję, bo nie zmieści się z pozostałymi na mojej kuchni). Seler i marchewka smażę aż do uzyskania delikatnej karmelizacji na krawędziach plastrów, a cebulę aż do złotego koloru.





Przesmażone warzywa przekładamy do garnka, ale nie zapalamy pod nim.

Runda 3 - gwóźdź programu

Teraz pora na przesmażenie mięsa. Nie obtaczam mięso w mące, bo sam gulasz nie potrzebuje dodatkowego zagęszczenia. Na rozgrzaną patelnię i odrobinę oleju wrzucamy naszą wołowinę.


Aż do momentu delikatnego obsmażenia nie dodajemy żadnych przypraw (w szczególności soli!). Gdy na patelni pojawia się sok z mięsa dodajemy sporą szczyptę wędzoną paprykę.




Paprykę dodajemy tak późno, ponieważ jest bardzo wrażliwa na przypalenie i robi się gorzka. Dlatego nie jestem zwolennikiem obtaczania mięsa papryką i smażenia w wysokiej temperaturze, lepiej dodać ją przed duszeniem.


Nie katujmy wołowiny długo, powinna być ciągle miękka, soczysta, różowa w środku (nawet lekko surowa w środku - nie martwcie się, będzie miała jeszcze szansę się ugotować w trakcie duszenia). Nie chcemy przecież zamienić jej w drobno pokrojone kawałki opony.



Runda 4 - ćwiczenie cierpliwości

Gdy będziecie zadowoleni z wołowiny dodajemy ją do garnka z cebulą, marchewką i selerem. Dorzucamy do tego pokrojoną paprykę, wlewamy passatę i uzupełniamy Domowym Bulionem lub Domowymi Kostkami Rosołowymi. Teraz dodajemy też kminek, sól, pieprz, chili dla ostrości i wędzoną paprykę, jeżeli uznacie, że dodaliście za mało.

Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i zostawiamy, aby się powolutku dusimy pod przykryciem. 


Im dłużej, tym lepiej. Ja zostawiłem swój gulasz na 2 godziny, a następnie pozwoliłem mu się zredukować do pożądanej gęstości (ja swój lubię gęsty, więc zabrało to ekstra 45-55 minut).

W tym czasie papryka i cebula powinna się kompletnie zasymilować, a marchewka i seler miękkie i rozpływające się w ustach. A mięso ... - poezja ;)

Job well done!


Tutaj powinny być zdjęcia gotowego gulaszu w miseczce, ale ze względu na charakter imprezy sylwestrowej nie udało się zrobić "zdatnych" zdjęć. Ale jeszcze się pojawią.

Gulasz polecam podawać w małych miseczka i domowym chlebem kminkowym, ale ryż też będzie doskonały.

Smacznego!

Odwilżowa reaktywacja!

Dawno już niczego nie było ze względu na fatalne warunki oświetleniowe, które nie pozwoliły mi na zrobienie brakujących zdjęć.

Zdjęć ciągle nie ma, ale w przyszłym tygodniu będę miał kilka dni urlopu i zdjęcia się zrobi, a w tzw. "międzyczasie" zaczynam wrzucać przepisy gotowe w 95%, więc spodziewajcie się kilku przepisów w krótkich odstępach czasu!

Zaczynamy dzisiaj!

Zapraszam!